poniedziałek, 31 marca 2008
Europa górą!
Wróciiilaaam od Dzikusów!!!
I mimo to, że hameryka jest fascynująca i może i bym chciala tam wrócić na
kilka miesięcy nie jako turystka, ale jako pracownik, żeby tak naprawdę poznać ludzi,
ich ‘kulture’ życia codziennego, zwyczaje i sposób życia, to niesamowicie cieszę
się, że wróciam już z kraju, gdzie wszystko jest praktyczne, proste w użyciu,
dobrze i szybko działające, ale ladne już nie musi być. Na przykład kable
zwisające ponad ulicami, jednopiętrowe kwadratowe budynki i sklepy, czy ich
niedojebane centra handlowe za miastem (nie miałabym nic przeciwko nim, gdyby w
centrum miasteczek cos się dzialo a mole były alternatywa), gdzie się jedzie
jak chce się zrobic zakupy, isc do kina czy cos zjesc (przypominam – betonowe kwadraciki,
jakby zobaczyli naszego Wierzynka to by się dotknąć pewnie bali, nie no
przesadzam, w większych miastach jest ok).
Generalnie róznica między
Hameryką a Europą jest taka jak miedzy piciem kawy z plastikowego kubka a z
filizanki. Oddaje to cala istote ich i naszej mentalności. Kawa smakuje tak
samo dobrze, tyle ze w kubku dostaniesz ja szybciej i możesz ze soba zanieść dokad chcesz a po
uzyciu wyrzycis, natomiast z filiżanką musisz siedzieć w jednym miejscu a po
wypiciu kawy musisz ją umyć. A moim zdaniem filiżanka to to, co sprawia, że życie
cieszy! Mimo, że w kubku można wypić kawę szybciej i wygodniej…
piątek, 14 marca 2008
Z kraju burgerożerców po raz pierwszy
Kuuurcze! Obiecałam sobie, że będę w miarę regularnie opisywać moje przygody w kraju dzikich burgerożerców dla potomności a tu trzy tygodnie już jestem i juzik luzik guzik! No i teraz co, jak zaczne od początku to dzisiaj pracy nie skończę (mam już 17 stron na 20!) więc może będę wbrew prawu działać w stecz.
No więc (od tego nigdy nie zaczyna się zdania!) jestem w dzikiej Kanadzie, gdzie śniegu jest z półtora metra a stopni tylko -3 dzisiaj (średnia to -7). No i byłam dzisiaj w sklepie bo chciałam kupić kartki świąteczne jak już mnie na święta w domu nie będzie! A tu kurde szopka na Wielkanoc. Kartek od cholery, głupie takie, że w życiu takich nie widziałam: hepi ister dla: kochanej babci, cudownej mamy, jedynej żony, młodszego brata, starszej siostry, super kumpla, najfajniejszego wujaszka i cholera wie jeszcze czego. A na nich albo jakieś durne kiczowate zajączki, albo jeszcze bardziej kiczowate kwiatki albo w ogóle jakieś klauny. I w środku napis ze życzy się dużo hepines i fan albo dżoj! Ani jakiego porządnego baranka, ani pisanki, ani kurczaka. Tylko te debilne zające! No nic, kupiłam takie najmniej debilne te kartki i będę dzisiaj pisać. Teraz problem numer dwa: baranek! Jedynego znalazłam w sklepie z europejskimi towarami, z czekolady i z zielonymi wyłupiastymi oczami. Za jedyne 7 dolarów! Pieprze, pójde se do jakiegoś polskiego kościoła po normalnego baranka! A wczoraj jeszcze lepiej było. Bylimy ze Słoneczkiem w Parlamencie kanadyjskim, bo kolega S. pracuje dla ichniejszego odpowiednika marszałka sejmu i ma chody i mógł nas wszędzie wpuścić. No i poszliśmy na posiedzenie ichniejszych posłów a tam małpi cyrk! Jeden krzyczy, drugi czerwienieje ze złości, drugi macha jakąś książką, trzeci oskarża premiera o wzięcie łapówki 2 lata temu, jakiś minister nazywa partię z Quebeku separatystami, jedni biją prawo jak powie ktoś z ich partii, opozycja buczy, by wyrazić niezadowolenie lub przekrzykuje mówiącego! Normalnie nasz sejm to przy nich nudy na pudy!!! Ale podobno u Anglików też robią takie szoł… Na razie chyba tyle… wracam do pisania…
poniedziałek, 28 stycznia 2008
BSB ;)
Jakby mi ktoś parę lat temu powiedział, że na mojej ulicy zagrają Backstreet Boys to bym nie uwierzyła.... A dzisiaj widziałam plakaty, że w kwietniu beda sobie u mnie grac. To znaczy pareset metrów dalej, w takiej dużej hali ale i tak super! :) A tak by the way to dostałam moje obie wizy (jUeSandAj i Kanada). U Bushmenów odstawiłam szopkę, bo nie przeczytałam maila, że nie można wnosić plecaków i strażniczka się na mnie wydarła, że nie umiem czytać a ja w ryk, że w ogóle co to jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych (tych co nie muszą mieć wizy i tych co muszą) i tym podobne. Ale potem przy kontroli rzeczy zobaczyła mój identyfikator z Bundestagu (robiłam tam w grudniu praktykę) i się od razu taka miluuuutka zrobiła, że jak do rany przyłóż! Ale kurde ich wojnę z terrorem wsparłam o całe 70euro. Mendy jedne pieprzone! A Kanadyjczycy wystawili mi wize w... 1 dzien!!! O 13 mnie przesluchiwali a o 15 kazali wize odebrac! No i 15.02 spadam, ehm... lece do Sloneczka!!! A teraz może jakieś referaty poprzygotowywuję, bo w tym tygodniu mam dwa... Beee!
wtorek, 18 grudnia 2007
Bułka o 23
Tak sobie wczoraj wracałam o 23 do domu, bo w bibo siedziałam przed dzisiejszym referatem i wstąpiłam sobie po coś do jedzenia (sklep za robiem czynny do 24 regularnie ratuje mnie przed głodem!). Chciałam sobie kupić bułke, bo nie chciało mi się odpiekać moich na pół surowych. Sięgnęłam więc po takieg białego, leżącego pewnie cały dzień już bułkowego kapcia, a ku mojemu zdziwieniu i największemu uradowaniu wyciąglęłam... CHRUPIĄCĄ I JESZCZE CIEPŁĄ BUŁECZKĘ!!! No normalnie morda się człowiekowi w takich momentach po całym dniu rozjaśnia!! Acha... a w czwartek idę do głupich bigmakożerców coby mnie zinwigilowali i łaskawie zadecydowali, czy jestem godna stanąć na ich świętej bushmeńskiej ziemi!
czwartek, 06 grudnia 2007
Po co komu rocznice?!?
Paszport się znalazł - a włąsną logiką się przeraziłam troche. A mianowicie zupełnie logicznie wychadząc z założenia, że mój współlokator może faktycznie okazać się bandziorem i wywieźć mnie do burdelu na zachód, schowałam paszport w starym mieszkaniu, w komodzie, którą jeszcze muszę jakość przewieść do Stolycy... No bo logo - jak mnie porwie i weźmie dokumenty to jak zwieje to zawsze jeszcze będę miała paszport! Chore, co?!? A do co rocznic to duuupa! Jutro niby mija rok od kiedy ta moja ciamajdo-gaduła została moim Słoneczkiem a wygląda na to, że wieczór ten spędze z poznanym 3 dni temu przemiłym praktykantem, który nosi tonę żelu we włosach. Co prawda moje Słoneczko jest liberałem do bólu ale kurwasz bez przesady. No i on nie widzi problemu, że jak już wróci z tej Kanady, to chciałby zrobić jakąs odjechaną praktykę i powysyłał już podania do... Kirgistanu i Armenii! I to na pół roku by było. A po co komu facef na miejscu, przecież jest Skype! Może do tego czasu wybuchni tam jaka wojna i nie pozwolą mu jechać! O ile dostanie tą praktykę, ale głupi to ma szczęście!
czwartek, 22 listopada 2007
Paszport glupcze!
Kuuurde jaki matol! Cena mojego biletu do Sloneczka wzrosla wlasnie o 70euro, wiec chce bukowac jak najszybciej. Rownoczesnie chcialabym miec najpierw wize, zeby wiedziec, ze mnie Bigmakozercy wpuszcza jak juz sie zrujnuje na bilet. Zeby dostac wize trzeba wypelnic formularz online, w ktorym pierwsze pytanie to numer paszportu. I tu zaczyna sie jazda. Jako obywatelka Europy zyjaca we wzglednie obszarze bez granic wcisnelam paszport przy przeprowadzce niewiemgdzie i nie moge go znalesc. Logika byla taka, zeby w wypadku gdyby moj wspollokator okazal sie na przyklad sutenerem wyworzacym kobiety z europy wschodniej do burdeli na zachod, zeby go nie mogl znalesc... W miedzyczasie wspollokator okazal sie supersympatycznym, szukajacym swietego spokoju hedonista ale nie wykombinuje gdziem ten paszport schowala. Musi byc to jakies cholernie logiczne miejsce, ale nie wiem jakie... Na pewno pakowalam go jaka jedna z ostatnich rzeczy w starym pokoju i skrzetnie go gdzies ulokowalam w nowym... Hope z go kiedys znajde!
wtorek, 20 listopada 2007
Czekoladaaa
Kurde, wczoraj wpierdzielilam pycha milke z rodzynkami i orzechami. Cala na raz, mniam. Dzisiaj rumowe Ritter Sport - mniam! Tez wrzuta. A niedlugo bede plakac, ze sie w spodnie nie mieszcze! Jutro mam referata kurde o tym jaka beznadziejna jest demokracja bo wspiera ona rownosc i respektuje odchyly indywiduum. Popierdzielone a podobno pisal to jakis zajebiscie wazny francuski filozof. Kurde na basen jakis musze se isc! A i mam nowy ulubiony serial - Wlatce moch - na milanos.pl ;) A w piatek ide se robic zdjecie do wizy, coby mnie pierdzieleni obroncy i eksporterzy demokracji wlasnie do swojego nudnego kraju wpuscili jak do Sloneczka pojade. Czy on nie mogl se jechac do jakiegos wyjebanego latynoskiego kraju, gdzie pije sie cuba libre i tanczy salse do bialego rana? Nie to on to tych matolow jedzie, co to same big maki wpierdzielaja, maja siano zamiast mozgu, nie pija alkoholu i sie oburzaja jak widza na ulice pare trzymajaca sie za rece. Pomocy!
wtorek, 06 listopada 2007
Siedze i mysle
Tak sobie siedzie w biurze ( w koncu dopiero 19.51!) i medytuje. W tym tygodniu mamy w cholere imprez i wybukowanych wszystkich mozliwych tlumaczy. I tak se policzylam. Jezeli jeden tlumacz wzalby wszystkie tego i przyszlotygodniowe imprezy do za niecaly tydzien w tym 4 dni pracy zagarnalby prawie 5 tysiakow polskich nowych zlotych. Za tydzien!! Wow! Jednak bycie tlumaczem to kopalnia kasy!!!
niedziela, 28 października 2007
Stara spiewka :(
Niby moj klaustrofobiczny pokoj (cholera, czemu mi nie dzialaja polskie litery?!?) taki niepozorny, a 2 bite dni zeszlo mi na jego gruntowne sprzatanie. I okazalo sie ze wcale nawet troche miejsca tu jest jak wynioslam do wspollokatora, ktory ma wypanione ponad 20 metrow 3 pudla, ktore staly nierozpakowane od przeprowadzki, bo po co komu teraz letnie ciuchy. Moze nawet, jak utne kawalek biurka (plyta na dwoch koziolkach) i przestawie regal to zmiesci sie gdzies lozko? Bo na razie spie na materacu, ktory na dzien opieram o sciane, zeby bylo jak przejsc. Ale jak walne lozko pod okno to sie moze wszystko pomiesci... Nie wiem w co lapki wsadzic, mam tyyle rzeczy na mojej to-do-list... Jutro mamy spotkanie naszej sekty uniwersyteckiej i rezygnuje z funkcji przewodniczacej coby miec wiecej czasu na pisanie prac... Z ktorych dwie skonczyc chcialam w tej weekend, ale nic z tego nie wyszlo :( A jutro musze jeszcze tyyyyyle rzeczy zalatwic - we wtorek przyfruwa moje sloneczko, wiec i zakupy musze jakies zrobic i do kosmetyczki isc, bo nerwow nie mam se brwi rwac sama i kuchnie i lazienke trzeba troche posprzatac... dalej juz wyliczac nie bede... Do roboty sie biore!
niedziela, 14 października 2007
Zmowy i spiski ;)
Miałam przyjemność wziąść do ręki w ten weekend gazetkę fajną (co za luksus!) i poczytać trochę. Po przeczytaniu dwóch recenzji książek (a co dopiero samych książek!) można stwierdzić, że kapitaliści, izraelici i producenci broni rządzą światem! Pierwsza recenzja to o nowej książce Naomi Klein - "The Shock Doctione - the rice of disaster capitalism" - to opis spisku neoliberalistów przeciw światu. Nawet mojemu Jeffreyowi się obrywa za terapie szokowe w Europie Wschodniej i Ameryce Południowej (czy słusznie czy nie to inna sprawa...). Druga książka to "The Israel lobby and U.S. Foreign Policy" Johna Mearsheimera i Stephena Walta (o tym pierwszym będę pisać chyba pracę zaliczeniową o ile prof. mi jeszcze pozwoli, bo miałam ją oddać na początku września...), czyli zatwardziałych realistów. Oni z kolei twierdzą, że stosunki U.S. z krajami arabskimi i wojny w Iraku czy wskazywanie palcem na Iran to wynik izraelskiego lobby w najwyższych amerykańskich strukturach rządowych. Też na pewno ciekawa książka. A co do producentów broni, to w jednej z recenzji znalazłam info, że Stany niedawno podpisały kontrakt z Arabią Saudyjską na 20mrd dolarów na broń. Natomiast fakt numer dwa, to to, że ok. blisko połowa 80 Dzihadów które toczą się w Iraku ma jakiś związek z Arabią Saudyjską. Czyli taka samonakręcająca się maszyna: damy wam broń, żebyście mogli do nas strzelać, to wtedy my też będziemy musieli sobie kupić nowe zabawki - i biznes się kręci. Proste, nie?!
|
Zakładki:
Inny punkt widzenia
Warte poczytania
|